Emocje nie opadły, tak samo jak kurz po bitwie, który nadal będzie się unosić w powietrzu. Walka także trwa - jesteśmy wrzuceni w jej wir i tak właśnie mija kolejny odcinek serialu. Angela Kang robi dobrą robotę i także w tym epizodzie trzyma w napięciu do ostatniej sekundy.
Poprzednia odsłona gwarantowała rewelacyjne sceny walki wręcz, ujęcia były doskonałe i nim się obejrzysz pojawiają się napisy końcowe.
[SPOILER ALERT]
Wszyscy ze Wzgórza wiedzą o tym, co zaszło w jaskini. Życie toczy się niby normalnie, ale podświadomie każdy szykuje się do ostatecznych starć z liderką Szeptaczy. Pamiętacie spektakularną walkę Alphy i Daryla? To tylko, jak się okazuje, prolog do tego, co dzieje się w odcinku 11.
Skupia się on na Neganie, który dołączył do grona żywych odzianych w maski zombie, w pewnym sensie żałobie, którą przechodzą Miko i Kelly. Wydaje mi się, że to jeszcze bardziej zbliżyło je do siebie; Yumiko rozumie Kelly i odwrotnie. W każdym razie los Wzgórza nie ma się optymistycznie i bez względu na emocje, trzeba się przygotować do stanięcia w szeregu i stoczenia bitwy. Każdy obywatel zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, przez co całość nabiera bardzo przygnębiającego wyrazu. Ogólnie jest jakoś tak mrocznie i niespokojnie.
Judith w tym odcinku przechodzi moje oczekiwania - to dziecko jest tak niesamowicie odważne i chętne to obrony miejsca, które mimo wszystko nie jest jej domem. Na czas podróży Michone, została razem z bratem na Wzgórzu. Początkowo pada rozporządzenie, by wszystkie dzieci wysłać do Alexandrii, lecz droga jest odcięta, za sprawą sami wiecie kogo. Te świrusy wiedzą jak wejść za skórę!
Eugene okazuje się wyjątkowo pomocny, chociaż osobiście nie lubię tego człowieka muszę to przyznać. Robi dobrą robotę przy generatorze prądu, ale nic nie może iść w stu procentach po myśli protagonistów. Lydia ostrzega, że jej matka nadchodzi, a po rozmowie z Carol raczej nie jest zachwycona i ja także. Nasza drużyna marzeń jest w komplecie, a relacje siwej i Ezekiela poprawiają się na chwilę. Co w sumie powinno cieszyć widzów, chociaż emocje, jakimi darzą się poszczególne postacie bywają naprawdę zawiłe i tak od kilku odcinków, przez co danym stosunkom się dopilnuje, bądź nie. Ja sama szczerze nie wiem, czy wolę Carol czy Connie z kusznikiem...
Generalnie przebijają się miłosne rozterki, co daje jakąś tam nadzieję na lepsze samopoczucie.
Umiejętności i silny charakter Kelly okazał się niezastąpiony! Ta dziewczyna jest wspaniała i mimo sytuacji radzi sobie świetnie, dając dużo od siebie.
Bitwa jest tym, co przyspiesza bicie serca i napina mięśnie. Początkowo wszystko przechyla się na stronę Wzgórza, idzie dobrze, zombie ścielą się gęsto i często. Pada generator, Szeptacze bombardują balonami z benzyną, a powstały pożar... smutno się robi. W końcu był to czyjś dom.
Muzyka świetnie dopełnia całość, jest klimatyczna. Szczególnie spodobał mi się moment, gdy Eugene śpiewał, a ukazane w tym samym czasie sceny były przygotowaniem do walki o wszystko, co cenne, ważne i jedyne. Fabularnie odcinek był nieco spokojniejszy, bardziej, jak wspominałam, skupiał się na emocjonalnej stronie. W moim odczuciu troszeczkę się dłużył, chociaż nic zdaje się nie zwalniać tempa.
Urzekła mnie scena, kiedy Judith oddała Darylowi jego ubranie z domalowanym skrzydłem. Podoba mi się, że mimo wszystko widzimy, jak dana postać się czuje i miło, że ułamek odcinka zaledwie skupia się tylko na niej. Dzięki temu apokalipsa wydaje się bardziej... ludzka? Że emocje są jak najbardziej okej?
Zakończenie jak zwykle chce zapewnić smaczka na kolejny odcinek, co akurat jest do przyjęcia.
Wola walki jest silna. Trzeba tylko zebrać się w sobie i grupie, by dopiąć swego.
Rose
Poprzednia odsłona gwarantowała rewelacyjne sceny walki wręcz, ujęcia były doskonałe i nim się obejrzysz pojawiają się napisy końcowe.
[SPOILER ALERT]
Wszyscy ze Wzgórza wiedzą o tym, co zaszło w jaskini. Życie toczy się niby normalnie, ale podświadomie każdy szykuje się do ostatecznych starć z liderką Szeptaczy. Pamiętacie spektakularną walkę Alphy i Daryla? To tylko, jak się okazuje, prolog do tego, co dzieje się w odcinku 11.
Skupia się on na Neganie, który dołączył do grona żywych odzianych w maski zombie, w pewnym sensie żałobie, którą przechodzą Miko i Kelly. Wydaje mi się, że to jeszcze bardziej zbliżyło je do siebie; Yumiko rozumie Kelly i odwrotnie. W każdym razie los Wzgórza nie ma się optymistycznie i bez względu na emocje, trzeba się przygotować do stanięcia w szeregu i stoczenia bitwy. Każdy obywatel zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, przez co całość nabiera bardzo przygnębiającego wyrazu. Ogólnie jest jakoś tak mrocznie i niespokojnie.
Judith w tym odcinku przechodzi moje oczekiwania - to dziecko jest tak niesamowicie odważne i chętne to obrony miejsca, które mimo wszystko nie jest jej domem. Na czas podróży Michone, została razem z bratem na Wzgórzu. Początkowo pada rozporządzenie, by wszystkie dzieci wysłać do Alexandrii, lecz droga jest odcięta, za sprawą sami wiecie kogo. Te świrusy wiedzą jak wejść za skórę!
Eugene okazuje się wyjątkowo pomocny, chociaż osobiście nie lubię tego człowieka muszę to przyznać. Robi dobrą robotę przy generatorze prądu, ale nic nie może iść w stu procentach po myśli protagonistów. Lydia ostrzega, że jej matka nadchodzi, a po rozmowie z Carol raczej nie jest zachwycona i ja także. Nasza drużyna marzeń jest w komplecie, a relacje siwej i Ezekiela poprawiają się na chwilę. Co w sumie powinno cieszyć widzów, chociaż emocje, jakimi darzą się poszczególne postacie bywają naprawdę zawiłe i tak od kilku odcinków, przez co danym stosunkom się dopilnuje, bądź nie. Ja sama szczerze nie wiem, czy wolę Carol czy Connie z kusznikiem...
Generalnie przebijają się miłosne rozterki, co daje jakąś tam nadzieję na lepsze samopoczucie.
Umiejętności i silny charakter Kelly okazał się niezastąpiony! Ta dziewczyna jest wspaniała i mimo sytuacji radzi sobie świetnie, dając dużo od siebie.
Bitwa jest tym, co przyspiesza bicie serca i napina mięśnie. Początkowo wszystko przechyla się na stronę Wzgórza, idzie dobrze, zombie ścielą się gęsto i często. Pada generator, Szeptacze bombardują balonami z benzyną, a powstały pożar... smutno się robi. W końcu był to czyjś dom.
Muzyka świetnie dopełnia całość, jest klimatyczna. Szczególnie spodobał mi się moment, gdy Eugene śpiewał, a ukazane w tym samym czasie sceny były przygotowaniem do walki o wszystko, co cenne, ważne i jedyne. Fabularnie odcinek był nieco spokojniejszy, bardziej, jak wspominałam, skupiał się na emocjonalnej stronie. W moim odczuciu troszeczkę się dłużył, chociaż nic zdaje się nie zwalniać tempa.
Urzekła mnie scena, kiedy Judith oddała Darylowi jego ubranie z domalowanym skrzydłem. Podoba mi się, że mimo wszystko widzimy, jak dana postać się czuje i miło, że ułamek odcinka zaledwie skupia się tylko na niej. Dzięki temu apokalipsa wydaje się bardziej... ludzka? Że emocje są jak najbardziej okej?
Zakończenie jak zwykle chce zapewnić smaczka na kolejny odcinek, co akurat jest do przyjęcia.
Wola walki jest silna. Trzeba tylko zebrać się w sobie i grupie, by dopiąć swego.
Rose
Komentarze
Prześlij komentarz