Byliście kiedyś w Escape Roomie? Zasady są proste. Zostajecie zamknięci w pokoju na określony czas a Waszym celem jest znalezienie klucza, dzięki któremu ten pokój opuścicie. Proste, prawda? No okazuje się, że jednak nie. Twórcy horrorów dbają o to, by zwykłe rzeczy stały się naszym koszmarem.
[SPOILER ALERT]
Film o którym mowa to Escape Room z 2019 roku. Reżyserem jest Adam Robitel i wypada dobrze na tle ogółu, natomiast za scenariusz odpowiadają Maria Melnik oraz Bragi F. Schut. Pomysł wydaje się przeciętny i przejedzony, bo ilość produkcji o grupie znajomych wrzuconych w nieodpowiednie miejsce w nieodpowiednim czasie można porównać do Waszego numeru telefonu, o ile zaczyna się od dziewiątki. Fabuła nie jest zawiła, mimo pojawiania się różnych smaczków i ciekawostek.
Przypadkowi ludzie spotykają się w tajemniczym pokoju, który przypomina poczekalnię w bogatych przychodniach. Dostali oni dziwny przedmiot-zagadkę, coś jak kostka Rubika. Sytuacja jest napięta, dziwna. Nikt nie przychodzi, nikt nic nie mówi, nie ma wyjaśnień. Widzowi może udzielać się niepokój, tak samo jak naszym bohaterom - z pokoju nie da się wyjść, a gra się zaczyna. Nasza grupa marzeń ma określony czas na opuszczenie pomieszczeń. Tak, pomieszczeń, bo Pokój Zagadek to tak naprawdę spory kompleks pokoi, lokacji, budynków i to w zasięgu jednej gry! Co jak co, ale standardowe Escape Roomy mają jeden pokój, czasem dwa i to nie jest jakaś duża powierzchnia.
Na bohaterów czekają rozmaite, zróżnicowane zagadki. Jak przystało na taką atrakcję, rozwiązania nie są tak oczywiste i pewne schematy trzeba porzucić, a przedmioty wykorzystać inaczej niż na przykład w codziennym życiu. I tak z poczekalni znajdujemy, która koniec końców jest gigantycznym piekarnikiem, trafiamy do skutego lodem miejsca o urokliwym krajobrazie. Z pozoru spokojna lokacja okazuje się kolejnym piekłem w wersji na zimno.
Tego typu pomieszczeń jest jeszcze kilka - bar, oddział szpitalny, pokój z zegarem mają swój klimat i sprawiają w przyjemne zaskoczenie, gdy dowiadujemy się do czego można być zdolnym, gdy w grę wchodzi walka o życie.
Charaktery postaci nie są nowością. Jak to bywa wśród grupy ludzi, jest jakiś odizolowany społecznie osobnik, "kujon", tudzież ładniej określając osoba lubiąca naukę i zdeterminowana w swoim fachu i chyba znienawidzony przez wszystkich cwaniak, który udaje geniusza, a tak naprawdę tylko wszystkich denerwuje. Dość szybko można te postaci polubić, bądź nie, choć z przywiązaniem się do nich jest już trudniej - no, chyba, że Wam przychodzi to z łatwością, to też w porządku. Ja raczej nie odczuwałam głębszych emocji w stosunku do bohaterów.
Muzyka dopełnia klimat Pokoju Zagadek, jest przyjemna i nie przeszkadza. W zasadzie bez niej byłoby nudno.
Zakończenie natomiast wywraca wszystko do góry nogami. Jest świetne - i nieoczywiste. Tego powinno być więcej. Zakończenie, które wywołuje jakieś emocje, i nie mówię tu o poczuciu zmarnowanego czasu, jest na wagę złota. Jak jeszcze intryguje, lub zostawia jakieś niedopowiedzenia mamy do czynienia z ciekawą produkcją i polem do własnych interpretacji. Chyba każdy, kto choć trochę ujrzał The Walking Dead wie, że zakończenia odcinków, pół-sezonów, jak i ich finałów potrafią drążyć dziurę w głowie, lub są po prostu bardzo emocjonalne.
Ciekawym aspektem jest to, że podczas znajdowania klucza wychodzą na jaw tajemnice bohaterów, ukazane w retrospekcjach. To wskazówka do tego, jak z danego pokoju wyjść, co zrobić. Nie zawsze jest to poprawnie odczytana wizja, lecz czym byłyby filmy bez błędów i głupich, niemądrych decyzji... W każdym razie doprowadza to bohaterów do jeszcze większej rozpaczy i niemocy.
Wszystko jest symulacją.
Rose
[SPOILER ALERT]
Film o którym mowa to Escape Room z 2019 roku. Reżyserem jest Adam Robitel i wypada dobrze na tle ogółu, natomiast za scenariusz odpowiadają Maria Melnik oraz Bragi F. Schut. Pomysł wydaje się przeciętny i przejedzony, bo ilość produkcji o grupie znajomych wrzuconych w nieodpowiednie miejsce w nieodpowiednim czasie można porównać do Waszego numeru telefonu, o ile zaczyna się od dziewiątki. Fabuła nie jest zawiła, mimo pojawiania się różnych smaczków i ciekawostek.
Przypadkowi ludzie spotykają się w tajemniczym pokoju, który przypomina poczekalnię w bogatych przychodniach. Dostali oni dziwny przedmiot-zagadkę, coś jak kostka Rubika. Sytuacja jest napięta, dziwna. Nikt nie przychodzi, nikt nic nie mówi, nie ma wyjaśnień. Widzowi może udzielać się niepokój, tak samo jak naszym bohaterom - z pokoju nie da się wyjść, a gra się zaczyna. Nasza grupa marzeń ma określony czas na opuszczenie pomieszczeń. Tak, pomieszczeń, bo Pokój Zagadek to tak naprawdę spory kompleks pokoi, lokacji, budynków i to w zasięgu jednej gry! Co jak co, ale standardowe Escape Roomy mają jeden pokój, czasem dwa i to nie jest jakaś duża powierzchnia.
Na bohaterów czekają rozmaite, zróżnicowane zagadki. Jak przystało na taką atrakcję, rozwiązania nie są tak oczywiste i pewne schematy trzeba porzucić, a przedmioty wykorzystać inaczej niż na przykład w codziennym życiu. I tak z poczekalni znajdujemy, która koniec końców jest gigantycznym piekarnikiem, trafiamy do skutego lodem miejsca o urokliwym krajobrazie. Z pozoru spokojna lokacja okazuje się kolejnym piekłem w wersji na zimno.
Tego typu pomieszczeń jest jeszcze kilka - bar, oddział szpitalny, pokój z zegarem mają swój klimat i sprawiają w przyjemne zaskoczenie, gdy dowiadujemy się do czego można być zdolnym, gdy w grę wchodzi walka o życie.
Charaktery postaci nie są nowością. Jak to bywa wśród grupy ludzi, jest jakiś odizolowany społecznie osobnik, "kujon", tudzież ładniej określając osoba lubiąca naukę i zdeterminowana w swoim fachu i chyba znienawidzony przez wszystkich cwaniak, który udaje geniusza, a tak naprawdę tylko wszystkich denerwuje. Dość szybko można te postaci polubić, bądź nie, choć z przywiązaniem się do nich jest już trudniej - no, chyba, że Wam przychodzi to z łatwością, to też w porządku. Ja raczej nie odczuwałam głębszych emocji w stosunku do bohaterów.
Muzyka dopełnia klimat Pokoju Zagadek, jest przyjemna i nie przeszkadza. W zasadzie bez niej byłoby nudno.
Zakończenie natomiast wywraca wszystko do góry nogami. Jest świetne - i nieoczywiste. Tego powinno być więcej. Zakończenie, które wywołuje jakieś emocje, i nie mówię tu o poczuciu zmarnowanego czasu, jest na wagę złota. Jak jeszcze intryguje, lub zostawia jakieś niedopowiedzenia mamy do czynienia z ciekawą produkcją i polem do własnych interpretacji. Chyba każdy, kto choć trochę ujrzał The Walking Dead wie, że zakończenia odcinków, pół-sezonów, jak i ich finałów potrafią drążyć dziurę w głowie, lub są po prostu bardzo emocjonalne.
Ciekawym aspektem jest to, że podczas znajdowania klucza wychodzą na jaw tajemnice bohaterów, ukazane w retrospekcjach. To wskazówka do tego, jak z danego pokoju wyjść, co zrobić. Nie zawsze jest to poprawnie odczytana wizja, lecz czym byłyby filmy bez błędów i głupich, niemądrych decyzji... W każdym razie doprowadza to bohaterów do jeszcze większej rozpaczy i niemocy.
Wszystko jest symulacją.
Rose
Komentarze
Prześlij komentarz