W poniedziałek, 24.02.20 swoją premierę miał dziewiąty odcinek dziesiątego sezonu The Walking Dead. Serialu samego w sobie przedstawiać nie trzeba, bo choć fabuła wciąż się kręci, głównym celem wciąż jest przetrwanie. W samym dziesiątym sezonie zdążyło wydarzyć się całkiem sporo rzeczy. Showrunnerką produkcji jest Angela Kang.
[SPOILER ALERT]
W tym odcinku wracamy do jaskini, gdzie utknęła grupka bohaterów. W potrzasku jest zatem Daryl, Carol, Jerry, Aaron, Magna, Connie oraz Kelly. Otoczeni przez hordę zombie, postawieni przed lękami twarzą w twarz muszę stawić czoła nowej sytuacji i znaleźć drugie wyjście jaskini. Pierwsze jest zablokowane przez Szeptaczy. Od pierwszych sekund czuć niesamowity, przytłaczający klimat. Niepewny jest każdy krok i zdawać by się mogło każdy oddech. Desperacka próba walki o przeżycie przekłada się na decyzje postaci. Nie ma się co dziwić - stres nierzadko podsuwa nietypowe rozwiązania. Do tego Carol i jej klaustrofobia skazują wszystkich na dodatkowy stres i wpędzają w zdenerwowanie nawet najsilniejsze charaktery. Akcja skupia się raczej na powolnym progresie, przeważnie intrygując widza. Wszak nie wiemy, co czai się za zakrętem, lub ciemnym zakamarkiem jaskini. Alpha słynie ze swoich podstępnych i często szalonych zagrywek, zatem zobaczenie tudzież znalezienie gdzieś w cieniu członka jej grupy nie byłoby niczym dziwnym.
Mimo, że los jest po stronie grupy, bo znajdują strzałki i pojawia się jakaś iskra nadziei, nie wszystko jest takie kolorowe. Gdyby było takie proste i przyjemne nie byłoby znanym show. Strach pojawia się w momencie, gdy postaci czołgają się szerokim, lecz z nisko osadzonym sufitem, tunelem i Jerry z racji swojej postury nie może przejść. Mało brakowało, a zostałby jednym ze sztywnych! Mało brakowało, a Carol zatrzymałaby wszystko. Nie oszukujmy się - to ta kobieta jest tu winna i podpisując się pod słowami Magny, straciłam do tejże postaci jakąkolwiek sympatię.
Siwowłosa nie myśli racjonalnie. Jest zdeterminowana, by pokonać Alphę, lecz czy liderka Szepczących będzie błagać o litość? Szczerze wątpię. Ona jest po prostu za silna, a Carol słabsza z sezonu na sezon; z odcinka na odcinek staje się coraz bardziej wyalienowana, wycofana i zdaje się, że nie ufa Darylowi i nie chce skorzystać z jego wsparcia oraz pomocy, jaką jej zaoferował.
Krótki przerywnik, scena w lesie. Niespodziewana? Być może, choć i tak mocno szokuje i wpędza w zniesmaczenie. Nie przez to, że Negan i Alpha są nadzy. Nie przez to, że pojawia się scena seksu. Przez to, że to Alpha! Postać z charakteru straszna, o czym chyba nie muszę mówić - wie to każdy, kto jest z serialem na bieżąco. Scena jak scena, w zasadzie dowiadujemy się, że szpieg jest w zasięgu wzroku kobiety; w jej grupie.
Kelly znajduje dynamit i powiadamia resztę. Niby jest to jakieś rozwiązanie - można wysadzić fragment jaskini, przez który już przebija się świat. Rozwiązanie zostaje odrzucone z powodu zbyt dużego ryzyka.
Jako, że The Walking Dead to nie tylko surowa akcja i zabijanie nieumarłych, możemy liczyć na nieco emocji i poznania postaci nieco bliżej. Chęć opuszczenia tego miejsca jest silna nie tylko dlatego, żeby skopać komuś tyłek, lecz także by załagodzić spory.
Kiedy wszystko ma się już dobrze znika Carol. Ta kobieta jest niemożliwa, a jej decyzje są absurdalne! Postanawia podłożyć dynamit, by zniszczyć bardzo dużą liczbę stada, bo jak wiadomo, Alpha i Szeptacze mają w swoich szeregach także zombie z krwi i kości. Naprawdę w tym odcinku siwowłosa przegina i robi wszystko, by uprzykrzyć życie. Jak na złość laska dynamitu wysuwa się z jej rąk i rozpoczyna się walka z czasem. Więc, mamy niemały problem. Podczas gdy Magna, Connie i Daryl pomagają Carol, na światło wychodzi Kelly, udaje jej się pokonać wroga, dołączają kolejni. Lokacja zawala się, fundując widzowi szybsze bicie serca. W jaskini zostaje bowiem Magna i Connie.
I w ten jakże wspaniały sposób kończy się odcinek. Bohaterowie zdają sobie sprawę, że nie mogą im pomóc, a wybuch przyciągnie stado. Czarnoskóra dziewczyna jest pogodzona ze stratą siostry, a do winowajczyni dociera, że ona jest winna i jednak nie tędy droga.
Fabuła odcinka nie jest skomplikowana, ani trudna. Wszystko dzieje się w jednym miejscu, co pozwala nam się skupić na wydarzeniach. Ujęcia są świetne oraz ciekawe, szczególnie, gdy Daryl został otoczony sztywnymi, gdy Jerry utknął, albo gdy trzeba uważać na każdy krok...
Muzyka pomaga wczuć się w ciężki klimat jaskiniowej klaustrofobii, a kulminacyjne momenty zapadają w pamięć i przyprawiają o ciarki na plecach. Cóż, mamy do czynienia z czymś poważniejszym. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, choć czy w serialu jesteśmy w niebie?
Zakończenie typowe dla TWD - intrygująco, niespodziewanie i z impetem. Przecież nie ma nic piękniejszego, niż czekanie na kolejny odcinek, by dowiedzieć się, czy jest źle, czy tylko trochę źle.
Rose
[SPOILER ALERT]
W tym odcinku wracamy do jaskini, gdzie utknęła grupka bohaterów. W potrzasku jest zatem Daryl, Carol, Jerry, Aaron, Magna, Connie oraz Kelly. Otoczeni przez hordę zombie, postawieni przed lękami twarzą w twarz muszę stawić czoła nowej sytuacji i znaleźć drugie wyjście jaskini. Pierwsze jest zablokowane przez Szeptaczy. Od pierwszych sekund czuć niesamowity, przytłaczający klimat. Niepewny jest każdy krok i zdawać by się mogło każdy oddech. Desperacka próba walki o przeżycie przekłada się na decyzje postaci. Nie ma się co dziwić - stres nierzadko podsuwa nietypowe rozwiązania. Do tego Carol i jej klaustrofobia skazują wszystkich na dodatkowy stres i wpędzają w zdenerwowanie nawet najsilniejsze charaktery. Akcja skupia się raczej na powolnym progresie, przeważnie intrygując widza. Wszak nie wiemy, co czai się za zakrętem, lub ciemnym zakamarkiem jaskini. Alpha słynie ze swoich podstępnych i często szalonych zagrywek, zatem zobaczenie tudzież znalezienie gdzieś w cieniu członka jej grupy nie byłoby niczym dziwnym.
Mimo, że los jest po stronie grupy, bo znajdują strzałki i pojawia się jakaś iskra nadziei, nie wszystko jest takie kolorowe. Gdyby było takie proste i przyjemne nie byłoby znanym show. Strach pojawia się w momencie, gdy postaci czołgają się szerokim, lecz z nisko osadzonym sufitem, tunelem i Jerry z racji swojej postury nie może przejść. Mało brakowało, a zostałby jednym ze sztywnych! Mało brakowało, a Carol zatrzymałaby wszystko. Nie oszukujmy się - to ta kobieta jest tu winna i podpisując się pod słowami Magny, straciłam do tejże postaci jakąkolwiek sympatię.
Siwowłosa nie myśli racjonalnie. Jest zdeterminowana, by pokonać Alphę, lecz czy liderka Szepczących będzie błagać o litość? Szczerze wątpię. Ona jest po prostu za silna, a Carol słabsza z sezonu na sezon; z odcinka na odcinek staje się coraz bardziej wyalienowana, wycofana i zdaje się, że nie ufa Darylowi i nie chce skorzystać z jego wsparcia oraz pomocy, jaką jej zaoferował.
Krótki przerywnik, scena w lesie. Niespodziewana? Być może, choć i tak mocno szokuje i wpędza w zniesmaczenie. Nie przez to, że Negan i Alpha są nadzy. Nie przez to, że pojawia się scena seksu. Przez to, że to Alpha! Postać z charakteru straszna, o czym chyba nie muszę mówić - wie to każdy, kto jest z serialem na bieżąco. Scena jak scena, w zasadzie dowiadujemy się, że szpieg jest w zasięgu wzroku kobiety; w jej grupie.
Kelly znajduje dynamit i powiadamia resztę. Niby jest to jakieś rozwiązanie - można wysadzić fragment jaskini, przez który już przebija się świat. Rozwiązanie zostaje odrzucone z powodu zbyt dużego ryzyka.
Jako, że The Walking Dead to nie tylko surowa akcja i zabijanie nieumarłych, możemy liczyć na nieco emocji i poznania postaci nieco bliżej. Chęć opuszczenia tego miejsca jest silna nie tylko dlatego, żeby skopać komuś tyłek, lecz także by załagodzić spory.
Kiedy wszystko ma się już dobrze znika Carol. Ta kobieta jest niemożliwa, a jej decyzje są absurdalne! Postanawia podłożyć dynamit, by zniszczyć bardzo dużą liczbę stada, bo jak wiadomo, Alpha i Szeptacze mają w swoich szeregach także zombie z krwi i kości. Naprawdę w tym odcinku siwowłosa przegina i robi wszystko, by uprzykrzyć życie. Jak na złość laska dynamitu wysuwa się z jej rąk i rozpoczyna się walka z czasem. Więc, mamy niemały problem. Podczas gdy Magna, Connie i Daryl pomagają Carol, na światło wychodzi Kelly, udaje jej się pokonać wroga, dołączają kolejni. Lokacja zawala się, fundując widzowi szybsze bicie serca. W jaskini zostaje bowiem Magna i Connie.
I w ten jakże wspaniały sposób kończy się odcinek. Bohaterowie zdają sobie sprawę, że nie mogą im pomóc, a wybuch przyciągnie stado. Czarnoskóra dziewczyna jest pogodzona ze stratą siostry, a do winowajczyni dociera, że ona jest winna i jednak nie tędy droga.
Fabuła odcinka nie jest skomplikowana, ani trudna. Wszystko dzieje się w jednym miejscu, co pozwala nam się skupić na wydarzeniach. Ujęcia są świetne oraz ciekawe, szczególnie, gdy Daryl został otoczony sztywnymi, gdy Jerry utknął, albo gdy trzeba uważać na każdy krok...
Muzyka pomaga wczuć się w ciężki klimat jaskiniowej klaustrofobii, a kulminacyjne momenty zapadają w pamięć i przyprawiają o ciarki na plecach. Cóż, mamy do czynienia z czymś poważniejszym. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, choć czy w serialu jesteśmy w niebie?
Zakończenie typowe dla TWD - intrygująco, niespodziewanie i z impetem. Przecież nie ma nic piękniejszego, niż czekanie na kolejny odcinek, by dowiedzieć się, czy jest źle, czy tylko trochę źle.
Rose
Komentarze
Prześlij komentarz